Strona 3 z 3

Re: Klient nasz Pan

PostWysłany: 13 Wrz 2014 08:18
przez malgorzata roszczak
No ja byłam u Beatki i muszę powiedzieć, że nic takiego nie ćwiczyłyśmy, Jestem pod wrażeniem jej serdeczności, ciepła, otwartości i dobroci. Dzięki Beatko za miło spędzony czas :kisscheek: od nas obojga :D :D
Wracając do tematu trudno jest zachować opanowanie ale musimy się tego nauczyć, mnie taka sytuacja dopadła 2 razy na początku prowadzenia kwiaciarni; raz było mi głupio odmówić i zrobiłam doliczając tylko za liście i wstążke, a następnym razem (po przeczytaniu odpowiednich tematów na tym forum) poprosiłam o 25 zł mina pani była nie ciekawa jak się domyślacie ale zapłaciła i powiem wam że nie trafiła mi się już wiecej taka sytuacja. Mam widocznie szczęście :D

Re: Klient nasz Pan

PostWysłany: 13 Wrz 2014 09:57
przez mamuta
Może będę się powtarzała, ale kurka wodna skoro pracujemy w handlu i świadczymy usługi florystyczne to sama nazwa USŁUGI o czymś świadczy. Bez względu na to ile i jakie kursy pokończyłyśmy, jaką wiedzę posiadamy i jak cudne kompozycje potrafimy układać, to KLIENT decyduje (w liczbie mnogiej) czy się na tym rynku utrzymamy czy nie, czego Czikolo doświadczyłaś osobiście niestety. I z tego punktu widzenia jesteśmy zależni od tego PANA klienta, który decyduje czy to co oferujemy i do czego go przekonamy jest na tyle dla niego atrakcyjne by zostawić u nas swoje pieniądze. I choćby nie wiem jak miały na tym cierpieć nasze ambicje, artyzm, poczucie własnej wyjątkowości to albo będziemy "zdychać z głodu" jak prawdziwemu artyście przystało, albo osiągniemy tzw. kompromis z własnymi ambicjami i klientem i będziemy mieli kasę na opłacenie rachunków. Brutalne ??
Co do układania kwiatów cudzych, to chyba metoda sowitego wynagrodzenia za taką usługę jest jedyna metodą

Re: Klient nasz Pan

PostWysłany: 13 Wrz 2014 16:10
przez Beti1980
Pomyslownia napisał(a):I zapytać uprzejmie, czy do restauracji klient też chodzi ze swoim winem i prosi o kieliszki, powinien zrozumieć dygresję:)

Oj z tym winem i ciastkiem to bym uważała :)
W restauracjach często można przynieść swoje wino, ale trzeba zapłacić tzw korkowe.

Re: Klient nasz Pan

PostWysłany: 13 Wrz 2014 21:36
przez czikola
mamuta napisał(a): to KLIENT decyduje (w liczbie mnogiej) czy się na tym rynku utrzymamy czy nie, czego Czikolo doświadczyłaś osobiście niestety.


Nie byłam ambitną artystką tylko po prostu do pewnego poziomu się nie zniżałam.To co doswiadczyłam to był proces złożony a nie tylko moje "ambicje florystyczne". Zarówno na rachunki jak i towar zarabiałam ale moje ambicje były wieksze bo chciałam jeszcze wnieśc zarobione pieniądze do domowego budżetu. Nie mam czasu czekać na "lepsze jutro" które nie nastąpi a karmić się nadzieją nie będę,szkoda mojego zdrowia i życia.Ale nie pierwszy raz odczuwam,ze nie pasuję tutaj do tego forum i nikt nie może pojąć o co mi chodzi. Będę obserwatorem i może ogranicze się do wstawiania jakiś zdjęć chociaż wydaje mi się ze to do końca też nie ma sensu :zmeczony: :mdleje:
Grono maleje ale może w koncu zostana tu tylko osoby (kilka) wyznajace tylko swoją i sobie znaną "florystykę". Odpadam.

Re: Klient nasz Pan

PostWysłany: 14 Wrz 2014 04:26
przez mamuta
Nie pisałam personalnie o Tobie i do Ciebie, odpowiadałam na Twój post. Twoim działaniom kibicowałam z całego serca i z całego serca żałowałam, że po raz kolejny nie wyszło. Skoro wzięłaś to do siebie trudno. A że niektórzy uprawiają FLORYSTYKĘ inni są tylko "florystami" to fakt oczywisty jak w każdym innym zawodzie, ale o tym czy taki F bądź "f" utrzyma się na rynku decyduje klient i to tyle wracając do tematu.

Re: Klient nasz Pan

PostWysłany: 14 Wrz 2014 10:10
przez oliwia
Och ach Małgosiu ali mi posłodziłaś ihiihihhiih :kisscheek: :kisscheek: :kisscheek: :kisscheek:
No ja tak dla kamuflażu byłam milusia -wiedziałam ze masz mnie odwiedzić i ćwiczyłam kilka tygodni :smileyflower: :smileyflower:
Bardzo dziękuję za odwiedziny jesteście bardzo sympatyczni o otwarci - a rozmawiało się z Wami jak ze starymi znajomymi SUPER :heartbeating: takich gości polecam wszystkim :thumbupleft: .
A wracając do tematu.... faktycznie źle rozgrywałam takie sytuacje jak klient mi przynosił kwiaty do ułożenia , po prostu mnie trafiało . Z całych sił będę się mobilizować żeby jednak zrobić bukiet z tego co mi przyniosą - ale policzę tą usługę tak żeby dobrze zarobić w zależności od ilości kwiatów .... np do szt 10 za ułożenie 20 zł powyżej 10 szt 30 zł itd oczywiście + moje dodatki
Może nie powiedzą że jestem nie miła - za to powiedzą ze cenię swoją robotę :smileyflower: :upup:

Re: Klient nasz Pan

PostWysłany: 16 Wrz 2014 20:50
przez malgorzata roszczak
Właśnie!!!!!! ----cenię swoją robotę---- tak mamy myśleć :D

Re: Klient nasz Pan

PostWysłany: 17 Wrz 2014 09:57
przez KasiaGda
No cóż klient to napewno nie mój PAN..
Ja nie przybieram kwiatów przyniesionych czasami sprzedam fizeline pod doniczkę i niech sobie radzą. Zielonego nie dostaną! Przybieranie marketowych kwiatów ma jeszcze drugi koniec.. co z tego że zarobicie 20-30zł na przybraniu jak możecie stracić klientów?
Dajmy na to paniusia idzie na urodziny jest dużo gości daje jubilatce marketowe kwiaty ale przybrane no i co przecież nie przyzna się że jest sknerą i wybrała byle co z marketu.. i co mówi że była w kwiaciarni. A jak jeszcze ze szczegółami opisze jakiej i gdzie no to te kilka osób wyrabia sobie opinie.
Zlitowałam się raz i przybrałam i to był mój ostatni. Przyszedł biedny starszy pan..szkoda mi się go zrobiło przybrałam marketowe różyczki zapowiedziałam panu że robię wyjątek wszystko mu powiedziałam czemu tego się nie robi itp i żeby się nie chwalił.
I cooo było dalej? na drugi dzień przyszła żona tego pana z pretensjami do mnie że kwiaty są brzydkie i stare! :teeth: :teeth:

Re: Klient nasz Pan

PostWysłany: 18 Wrz 2014 06:24
przez oliwia
Kasiu, my to wiemy doskonale , dlatego chcemy ich tego jakoś oduczyć ....ciężko będzie , ale no cóż po latach wędrówek ludów z tymi badylami dochodzę do wniosku , że tak na prawdę tym działaniem ,że odmawiam , ludzie maja mnie za wredną jędzę ... a tak to powiem że z Gówna bata nie ukręcę bo kwiat jest byle jaki , jak przyniesie zdechłe to nawet się za to nie wezmę , a jak już się za to zabiorę to skasuje tak żeby im się odechciało..... :smileyflower: może to błędne koło .... ale cholera coś musimy robić .... strasznie mnie wkur... jak przyłazili ze storczykami z marketu - Pani mi przybierze .... nie nie przybieram cudzych kwiatów ..... odchodzili z miną taką , że wiedziałam że nie wrócą.... więc ok przybiorę materiału dam za 8 zł a skasuje 20 zł bo innego wyjścia nie ma chyba....

Re: Klient nasz Pan

PostWysłany: 18 Wrz 2014 19:21
przez KasiaGda
Tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć miło spokojnie. Podawać przykłady dla nie kumatych( typu restauracja,krawiec itp) Ja miałam dwa duże markety obok siebie i nie było dnia żeby nie przychodzili po przybranie nasilało się to szczególnie w czerwcu na zakończenie roku szkolnego :teeth: do doniczkowych proponowałam osłonke + kukardka i ok 15-20zł wpadało ew jakieś piki. Jak chcieli fizeline to pokazywałam malutki kawałek i cena 4zł i mówiłam że potrzeba takich dwóch conajmniej + rafia.
Więc wybierali doniczkę albo wcale.Cięte twardo nie + wytłumaczenie.
Jak powiecie nie bo nie. to faktycznie pomyślą ale jędza. Niektórzy ludzie zapominają ruszyć głową wchodząc do sklepu i takie wytłumaczenie dużo działa. Wiele miałam sytuacji że ludzie myśleli że będę wręcz szczęśliwa przybierając im - bo dają mi zarobić a ja na to a co z towarem który mam? po co mi? przecież na łące ich nie zrywam?! po co kwiaciarnia, a nie punkt przybierania?
Ludzie raczej nie mieli mi tego za złe sporo osób poprostu myślało że to normalna usługa.
Nie mniej jednak bardzo się cieszę że od niedawna mam daleko do wszelkich marketów i ludzie normalni ?? dziwne :) :upup: :upup: :upup:

Re: Klient nasz Pan

PostWysłany: 20 Wrz 2015 10:21
przez mamuta
Asiu taki temat już jest.

Re: Klient nasz Pan

PostWysłany: 20 Wrz 2015 10:39
przez asia_9
ok sorki, nie zauwaźyłam